Głupio tak , ale od grudnia odpuściłam sobie bloga. Wiadomo święta, Sylwester, obowiązki? to są powody. A jaki jest powód? Na kolejnej wizycie u homeopaty zapytałam go czy nadal mam stosować dietę wskazaną przez alergologa. Szaman wziął do ręki ulotkę z „jadłem zakazanym”, pooglądał i rzekł:
– Można, lecz to nie ma znaczenia! Leczenie lekami homeopatycznymi polega na tym, że organizm ma sam uporać się z alergenami.
Nie wiem co o tym myśleć, ale takie stwierdzenie tuż przed świętami bardzo mnie się spodobało. Przestałam być już tak zasadnicza w jedzeniu. Poszalałam na wigilię: ryby, kapusta, grzyby leśne…, a później było już tylko więcej luzu. Ku mojemu zdziwieniu ani razu mnie nie wysypało! Wprawdzie skóra nie była idealna, nadal jest szorstka i lekko swędząca, ale nie ma czerwonych plam.
Uznałam więc, że obłudą byłoby zamieszczać przepisy na potrawy bezniklowe jeśli sama (chwilowo) nie stosuję diety. Na razie waham się co dalej.